RSS
 

Czy warto rozmawiać z Nienawiścią?

31 sie

Mądrzy ludzie twierdzą, że warto rozmawiać z każdym (i bynajmniej nie chodzi mi tutaj o ten program w TVP). Tylko jak można rozmawiać z Nienawiścią?

Gdyby zrobić taki dziwny zabieg i Nienawiść potraktować jak człowieka, to czy da się z nim rozmawiać? Na wszystko odpowie Ci inaczej, bo Ona to widziała nie tak jak Ty. Kłamiesz – mówi i nie przyjmuje żadnych argumentów, ani za, ani przeciw, nie dociera nic. Tak jakbyś mówił ze ścianą. Była tam gdzie Jej nie było, widziała nie widząc. Nieważne jaka jest prawda, ważne żeby zdeptać.

Trudno powiedzieć o co Jej chodzi, w końcu to Nienawiść. Nie ma nic wspólnego z rozsądkiem. To po prostu silne uczucie, emocja, która znalazła uwidocznienie w człowieku (co więcej w tak wyglądającym człowieku, że nigdy byś się nie spodziewał).

Nie warto mówić o niezgodzie, braku kompromisu, innym spojrzeniu na pewne rzeczy, kiedy chodzi po prostu o zwykłą Nienawiść. Długo się hodowała, żywiła biedą, frustracją, małostkowością, karmiła następne pokolenia i wydała owoce.

Ale nie można wszystkiego zwalać na biedę. Nie brakuje biednych ludzi, którzy jednak nie zieją Nienawiścią. Nie jest im łatwo, ale jakoś wiążą koniec z końcem i nie winią za wszystko innych.

Skąd takie pokłady Nienawiści? Że transformacja, że kryzys, że to wynika z historii. Jeśli tak, to dlaczego nie wszyscy są tacy?

Zawsze mnie zadziwiał jad tkwiący w ludziach, zawiść, pogarda do innych od siebie. Nie potrafię tego zrozumieć. Codziennie to widzę, ale nie mogę pojąć jak można życzyć źle komuś, kto nigdy Cię nie skrzywdził. Za to, że ma więcej, że coś mu się udało?

W takich czasach żyjemy, w takich czasach żyliśmy i w takich czasach będziemy żyć. Nierówności są czymś oczywistym, nie zasługują na polemikę, bo to że są to wręcz aksjomat.

Możemy znowu wprowadzić rządy proletariatu, ale czy wtedy było po równo? Aparat władzy miał wszystko, obywatel nie miał nic. Być może czuł się równy stojąc w kolejce z innymi podobnymi do siebie, a pani sprzedawczyni mówiła po kilku godzinach: „może będzie, może nie będzie”. Mnie się wydaje, że był zeszmacony. Ale co ja tam wiem.

No i potem nastał zły kapitalizm. Zły, bo kapitalizm z założenia jest zły. Opiera się na ludzkim egoizmie i chciwości. Wielu faktycznie krzywdzi, ale oni nie mają czasu na kłótnie, bo pracują. A inni pienią się, jeżą, krzyczą, buczą, wyją, dzień i noc. Jak to bydło. I jeszcze dla kogo.

Czego chcą? Trudno powiedzieć. Jak to osiągnąć? Jeszcze trudniej. Bo tak naprawdę nie chcą nic. Może czują, że to ich ostatnia szansa na zaistnienie, ale uspokajam – wychowaliście sobie następne pokolenia równie pijane Nienawiścią. Strach porozmawiać z rówieśnikami bo jeszcze zjedzą. Ze starszymi – nie daj Boże. Zostają najmłodsi, ale oni też wiedzą o co chodzi, rodzicie i telewizja już im wyjaśnili.

Najgorsze jest to, że Nienawiść jest zaraźliwa. Słyszałam porównania do raka, ale rakiem nie można się zarazić. Ona raczej przypomina grypę. Jeden kichnie i od razu wszyscy są chorzy. Nie patrzy na status, wykształcenie, nie ma dla niej znaczenia doświadczenie życiowe. Wcześniej czy później jest w stanie dopaść każdego.

Kiedy będzie dość? Ile można czekać na wymarcie pokolenia (wiem, okrutne), jeśli już jest następne? Ile będzie takich pokoleń?!

Zdarzyło mi się czytać „Pamięć i tożsamość”. Śp. Jan Paweł II twierdził, że w XX wieku istniało tyle zła, ponieważ było równie dużo dobra. Musiała zostać zachowana równowaga. Wtedy, kiedy to czytałam, wydawało mi się to kompletną bzdurą, a teraz pytam: „jest zło, to gdzie dobro?”. Chociaż można powiedzieć inaczej, tym razem bez znaku zapytania: „niech już lepiej tego dobra nie będzie”.

 

Sporty wakacyjne, które warto uprawiać dla rozbudowania relacji interpersonalnych

16 sie

Omówię jedynie trzy, które choć na pierwszy rzut oka nie wydają się zbyt kontaktowe, to jednak takie są i jak najbardziej sprzyjają rozbudowie relacji międzyludzkich. A nie ma chyba istotniejszego okresu niż wakacje, kiedy bardziej tego potrzebujesz.

Kolarstwo

Podobno trening czyni mistrza i nie oszukujmy się, jeśli chcesz być dobry/a to musisz bardzo dużo trenować samodzielnie. Jednak jeśli jesteś zbyt leniwy/a to tutaj otwiera się pole do popisu. Otóż, możesz startować w zawodach dla amatorów.

Tam nikt Cię nie pyta czy jesteś dobry, czy zły, tylko jedziesz i już. Tłumy wiwatują, ściskasz się z innymi kolarzami (radzę stanąć z przodu, tam jest najwięcej tych co chcą wygrać, oni skutecznie Cię wyściskają). Z wdzięczności dosłownie zabraknie Ci tchu.

Jeśli jesteś kobietą (młodą czy starą – nieważne), to po drodze jacyś starsi panowie będą wykrzykiwać: „ale to światełko to pani pomaga?”, lub „nie w tą stronę!”, albo jeszcze co innego, co wstydzę się napisać, a co może znacząco podnieść samoocenę.

Spróbuj, przejedź się, nabij sobie kilka siniaków. Masz tyle kontaktu z innymi ludźmi, że z pewnością wystarczy Ci to na bardzo długi czas.

Towarzyscy mogą jeszcze zostać po imprezie. Sapiąc wymienią się wrażeniami z innymi równie zasapanymi uczestnikami rajdu, albo kibicami, którzy jak najbardziej są skorzy do dyskusji i mają wiele fachowych uwag, prawie jakby sami brali w nim udział.

Kolarstwo
Rywalizacja i błysk fleszy to jest to

Żeglarstwo

Ha, pewnie zdziwili się Ci wszyscy, których wiedza o żeglowaniu ogranicza się do przeczytania lektury „Stary człowiek i morze”. Nic bardziej mylnego.

Jeśli masz łódź (własną, pożyczoną) to zaraz znajdą się tacy, którzy chcą z Tobą płynąć. Znajomi na pewno, rodzina także, a także całe stado prawie zupełnie obcych ludzi, których możesz spotkać w porcie.

Za każdą, nawet drobną przysługę jaką Ci wyświadczą (np. pomoc w zacumowaniu), chętnie przyjmą podziękowanie w formie darmowej przejażdżki. Nie musisz specjalnie nikogo namawiać, sam do Ciebie przyjdzie i (chcesz czy nie) się wprosi. Nawet zamknie wypożyczalnię kajaków, żeby tylko sobie popływać fajnym jachtem lub motorówką.

No a co potem to już zależy od Twojej obrotności i tego co ten człowiek robi w porcie. Wino, śpiewy, ognisko, flaszeczka i podobne rzeczy Cię nie ominą, jeśli będziesz chciał/a. Wszak żeglarze to twardzi, ale i zabawowi ludzie.

Port
Nawet jak jest ciężko, to chociaż widoki piękne

Spływ kajakowy

Można płynąć pojedynczo, ale lepiej dwójkami. Najlepiej z osobnikiem, który choć trochę przypada Ci do gustu i jeśli to ciężki spływ – ma nieco krzepy. Bo nawet najsympatyczniejsza osoba, może Ci się wydać odpychająca, jeśli siedzisz w rzece po pas, mając za towarzystwo martwego bobra, a ona nie ma siły się odepchnąć.

Poza tym na spływie zwykle nie jesteś sam, tylko towarzyszą Ci jacyś ludzie. Jeśli choć trochę chcesz, z pewnością Cię znajdą, przez znajomego znajomego, albo bardziej nowocześnie – przez Internet.

Nie musisz ich znać. Poznasz ich zadziwiająco dobrze podczas spływu rzeką. Czeka Cię niejedna kłoda, niejedna przenioska, niejeden zator kajakowy, która sprzyja budowie silnych więzi, opartych na zmęczeniu i adrenalinie.

Mała rada: korzystaj ile się da w trakcie spływu, obijaj się, płyń tratwą, wpadnij na przeszkodę (choćby specjalnie) itd., bo po nim (jeśli to ambitny spływ) raczej nikt nie będzie miał ani siły, ani chęci, żeby cokolwiek organizować.

Kolarstwo
Tutaj widoki są trochę gorsze…

 

XIV Ogólnopolski Zjazd Socjologiczny

06 sie

Jeśli jeszcze nie wiesz czym są Zjazdy Socjologiczne, to pora, żebyś się dowiedział/a. Są to spotkania, na których zjawiają się sławy polskiej socjologii, a także zupełni debiutanci, którzy chcą podzielić się wiedzą, zaistnieć na scenie polskiej nauki, przedstawić wyniki własnych badań, spotkać się z innymi socjologami, podyskutować itp.

Zjazdy Socjologiczne odbywają się raz na cztery lata, w różnych miastach Polski. Ostatni miał miejsce w Zielonej Górze. Natomiast najbliższy będzie w Krakowie, w dniach 8-11 września.

W czasie kilku dni Zjazdu odbywają się spotkania grup tematycznych, sesje plenarne, wykład inauguracyjny i zamykający. Pod tymi różnorodnymi i tajemniczymi nazwami ukrywa się nic innego jak, dobrze znany każdemu studentowi i doktorantowi, kształt konferencji. Sesja plenarna różni się od obrad grupy tematycznej tym, że są na niej obecni wszyscy uczestnicy Zjazdu.

Jednak Zjazdy to nie tylko „surowa” nauka, ale także rozrywka. W tym roku zaplanowano cały cykl spotkań wieczorowych, w mniej formalnej atmosferze, takich jak coctail, bankiet w Pałacu Pod Baranami i koncert arii Operowych w Operze Krakowskiej.

Poprzednim razem uczestników Zjazdu gościł Uniwersytet Zielonogórski. Była to impreza profesjonalnie przygotowana, zaś budynków i warunków, jakie mają zielonogórscy studenci, mogą tylko pozazdrościć im koledzy z innych uczelni w Polsce.

Dlatego, przed Uniwersytetem Jagiellońskim stoi nie tylko zaszczyt, ale i wyzwanie zorganizowania Zjazdu na przynajmniej tak samo wysokim poziomie.

Uczestnictwo w Zjeździe nie jest jednak bezpłatne. Dla studentów i doktorantów opłata wynosi 200 zł (po 15 lipca). Wydaje się, że nie jest to cena specjalnie wygórowana, oprócz uczestnictwa w grupach tematycznych, sesjach plenarnych, wchodzą w nią również różnego rodzaju materiały zjazdowe, które dostaniesz na miejscu (trudno mi powiedzieć co przygotuje UJ).

Jeśli planujesz pojechać, nie czekaj tylko się zapisz. Przed poprzednim Zjazdem kilku moich kolegów czekało do ostatniej chwili, licząc na jakieś „promocje”. Promocji nie było, a tylko mieli problemy, bo nie figurowali na liście i nie było dla nich przygotowanych materiałów. Jeśli już czekasz, zabierz ze sobą potwierdzenie przelewu.

Plakat XIV Ogólnopolskiego Zjazdu Socjologicznego

Plakat XIV Ogólnopolskiego Zjazdu Socjologicznego

 

Adres strony Zjazdu:

http://www.zjazd14.socjologia.uj.edu.pl/

 
 

Ten motłoch od krzyża…

05 sie

Dwa dni temu pod Pałacem Prezydenckim rozgorzała prawdziwa bitwa. Rozwścieczony tłum atakował kordon straży miejskiej, ku uciesze mediów i niesmaku części telewidzów. Jednak prawdziwa, moim zdaniem ciekawsza walka, rozegrała się gdzie indziej.

Mówi się, że jest to spór polityczny, podsycany przez polityków z jednej opcji politycznej i bezwątpienia jest to prawda. Ale niecała. Bo jak wyjaśnić, że przynajmniej w części parafii księża od dość dawna nawołują do obrony krzyża, albo pytają retorycznie: „co im przeszkadza ten krzyż?” i chociaż nie wyrażają tego wprost, nie nazywają po imieniu, każdy wie o co chodzi.

Co z tego, że hierarchowie mówią, że my nie, jeśli księża na parafiach (i w wiadomym radiu) twierdzą coś innego. No i co masz zrobić biedny Polaku w takiej sytuacji? Iść bronić krzyża, chociaż wydaje Ci się to nonsensem, żeby krzyż stał w tym właśnie miejscu? Czy go nie bronić, pamiętając, że przecież jesteś katolikiem? Wybór wcale nie jest oczywisty.

Sama przyłapałam się na myśli, że gdyby jakiś uczynny człowiek poszedł tam ciemną nocą z piłą, to przynajmniej sprawa byłaby rozwiązana w miarę pokojowo (zakładając, że czuwające straże właśnie przysnęły). Nie jest to myślenie dobrego chrześcijanina, przecież krzyż to ważny symbol. Wokół obrony krzyża w Nowej Hucie wyrosła legenda, dzieci uczą się teraz o tym w szkołach.

Można też spróbować znaleźć rozwiązanie tego dylematu z bardziej pragmatycznej strony. Krzyż, jak krzyż, ale pod krzyżem palą się znicze. Pałac Prezydencki to jednak nie mauzoleum. A jeśli leżą wieńce, zdjęcia, jacyś ludzie coś śpiewają, podpada to pod naruszenie porządku. Do tego również służby, które tam sprzątają, mają pełne ręce roboty. To wszystko koszty.

Nie jest to jednak argument wystarczający wobec ogromu tragedii, która się wydarzyła i chociaż wydaje się, że tym, którzy tam się biją, najmniej chodzi o upamiętnienie ofiar katastrofy, Tobie względnie porządny Polaku tego zrobić nie wolno.

Jeśli nie o katastrofę chodzi to o co? Ciut mogą naprowadzić nas na trop okrzyki „Jarosław” skandowane przed pałacem, ale też nie do końca. Gdzieś czytałam, nie potrafię teraz podać dokładnego źródła, że wyborcy PiS-u to w znacznej mierze ludzie w jakiś sposób skrzywdzeni, oszukani (za takich sami się świadomie lub nieświadomie uważają).

Wydaje mi się, że właśnie tutaj tkwi sedno sporu. Patrzysz na to co się dzieje i widzisz agresję, przemoc, jad, ale one przecież nie wzięły się znikąd. To nie stało się nagle. Ludzie, którzy tam poszli, aby demonstrować byli na szczycie desperacji.

Skrzywdzeni transformacją, niezadowoleni z kierunku w jakim idzie świat, a z nim Polska. Twierdzą, że jest im źle. Takimi ludźmi najłatwiej się steruje, grając na ich niezadowoleniu, na ich emocjach.

„Oszołomy”, „motłoch” – to najlżejsze epitety jakie można znaleźć w Sieci i usłyszeć od ludzi przeciwnych krzyżowi pod pałacem. Że niby sami polityczni, ale przecież łzy i prośby były prawdziwe. Użyto siły, co też nie było udawane.

Przesadzili z reakcją, ale jakim prawem nazywają ich „oszołomami”? W kraju, który chce uchodzić za katolicki, ale i nowoczesny, który ma takie piękne tradycje, w którym od dawna wiara idzie za rękę z patriotyzmem.

Jasne, że poszli tam także Ci, których jedynym zamiarem było narobić trochę zamieszania. „Wyborcy Kaczyńskiego”, OK, prawdopodobnie, ale nawet im, nawet tym wyborcom, należy się prawo do swobodny wypowiedzi. Wykluczeni, nieszczęśliwi, którzy w którymś momencie się zagubili, nikt ich nie słucha, bo uchodzą za „oszołomów”. Dużo sami w tym kierunku zrobili, atakując zajadle, kogokolwiek, kto myśli inaczej jak oni.

Ale nie oszukujmy się, nie jest to ruch faszystowski, nazistowski, skrajnie niebezpieczny. Mówią, że fundamentaliści, ale ja tam widziałam starsze panie, starszych panów, którzy uwierzyli, że poszli bronić swojej wiary, zasad, krzyża, a także polityków którzy im to gwarantują. Być może gdyby ich nikt do tego nie namawiał, nie sączył do uszu jadu, byłoby inaczej.

Natomiast my, ta część społeczeństwa, która patrzy na to z dystansem, niby ta lepsza. Czy my jesteśmy na pewno lepszą częścią? Kogo to wina, że tacy ludzie są obecni? Nie można zwalić winy tylko na nich.

Co wtedy robili wszyscy inni, gdy to się działo, gdy niezadowolenie narastało jak wielka bańka? Odwrócili się plecami, zapomnieli, zaprzeczyli, że coś takiego istnieje. Żyli w wyidealizowanym świecie, twierdząc, że nic się nie dzieje.

Na to tylko czekają różni polityczni i niepolityczni mąciciele. Twierdzą, że pomogą, naprawią, wmawiają ludziom, że będzie lepiej, bo to oni jedyni ujrzeli przed sobą drogę. Mówią: „my jesteśmy tymi, których macie słuchać”. A ludzie słuchają, ale nawet nie dlatego, że to im się wydaje właściwe, ale dlatego, że tylko oni zechcieli do nich przemówić, coś im wyjaśnić.

Grają na najniższym z ludzkich instynktów – zawiści. Ale wykorzystują ją po mistrzowsku, wplatają w to wiarę, patriotyzm, troskę o moralność następnych pokoleń. To właśnie ta część społeczeństwa rozumie najlepiej.

To tak, jakby wszyscy inni mówili w innym języku. Nie są w stanie się porozumieć. Żyjemy sobie spokojnie na naszej wieży Babel, tylko dlatego, że nie dostrzegamy innego człowieka, tego kto nie mówi jak my, chociaż dialekt wydaje się podobny.

Tam nie chodzi tylko o to, żeby wywołać burdę, żeby dostać gazem łzawiącym. Tam chodzi o jakieś zasady. Wykoślawione, źle pojęte, ale jednak zasady, o które Ci ludzie stwierdzili, że warto się bić.

Daleka jestem od ich gloryfikowania. Pierwsi spaliliby mnie na stosie. Ale czy „my” musimy koniecznie zachowywać się w taki sam sposób? Na potrzeby tego tekstu starałam się z nimi identyfikować, ale nie potrafię. Zasady nie te, poglądy nie te, nawet patriotyzm jakiś inny. Ale staram się ich zrozumieć.

Zamiast zabierać babci dowód, kupcie jej raczej kwiaty, porozmawiajcie, zabierzcie gdzieś. Oderwijcie ją na chwilę od księży i odbiornika, niech się dowie, że i dla niej jest miejsce, że ten nowy świat to nie do końca jest taki zły.

 

Zmiana nazwy bloga

30 lip

Zmieniłam nazwę bloga. Kiedyś ktoś powiedział mi, że uwielbiam „mącić” (pamiętam, że się obraziłam). Chyba jednak miał sporo racji, toteż nie zastanawiając się nad tym dłużej zmieniam nazwę i adres na blog.matwa.org.

Było z tym sporo zamieszania, głównie z mojej winy, strona się rozjeżdżała itp. W końcu udało się wybrnąć z opresji dzięki nieoficjalnemu Polskiemu Supportowi WordPressa i wszystko gra.

Co do poprzedniej nazwy, nie to żebym miała coś przeciwko socjologii, ale ten blog ma się tak do socjologii, jak wypowiedzi Jadwigi Staniszkis z kampanii wyborczej. Innymi słowy, jest skrajnie subiektywny, więc jakiekolwiek utożsamianie go z nauką byłoby błędem.

Zamieszczam tutaj informacje, które mnie zainteresują, zdenerwują lub wpłyną w jakikolwiek inny, mniej lub bardziej przyjemny sposób. Nie jestem wyrocznią, po prostu taki jest mój osobisty punkt widzenia.

* Na marginesie: cenię wyżej wymienioną i nie mam nic przeciwko niej. Uczestniczyłam w wielu interesujących konferencjach z jej udziałem. Po prostu aż taka manifestacja sympatii politycznych, przez naukowca obdarzonego autorytetem, nie mieści mi się w głowie.